7 kwietnia 2017
31 marca 2017
KLIKSY #1: nawet mężczyźni mogą programować
Mam straszliwy burdel w zakładkach na komputerze - czas coś z tym zrobić. Opróżniam foldery i to co najlepsze - zostawiam Wam. Kliksy, to zbiór linków, które mnie zainteresowały.
Jeśli masz ochotę na coś prawdopodobnie bardziej przydatnego, niż test o tym, jakim rodzajem czosnkowego pieczywa jesteś, polecam kliknąć i sprawdzić czy robisz w życiu to, co powinieneś robić. Istnieje możliwość, że sam wiesz co jest dla ciebie najlepsze, ale hej, na pewno nic się nie stanie jak rozwiążesz malutki teścik.
Mi wyszła Inicjatorka, niemniej nurtowało mnie jedno pytanie, na które nie potrafiłam odpowiedzieć jednoznacznie i po zmianie odpowiedzi wyszła z kolei Kreatorka. Obie "ścieżki kariery" pasują do mnie idealnie.
Łał. Czasami mi się wydaje, że coś w moim życiu idzie nie tak. Te zdjęcia to potwierdzają.
Fajne szczególnie dla dzieci i młodzieży, żeby pokazać, jak krótkim i nieistotnym momentem jest życie człowieka, w obliczu dziejów świata.
Wiem, że powiem coś bardzo niepopularnego, ale NAWET MĘŻCZYŹNI MOGĄ PROGRAMOWAĆ. Mimo, że link głosi "Women who code", niezależnie od płci możesz tam kliknąć i przejrzeć pokaźną bazę wiedzy, na ten układania znaków, literek i cyferek, aby stworzyć z nich coś sensownego.
Jak w tytule. Czasami wracam do tego artykułu. Zacny.
Nie wiem jak wy, ale ja kocham kosmos prawie tak bardzo jak kluski śląskie. Albo i bardziej.
Uwielbiam patrzeć na ładne kobiety. A gdy do ładnej kobiety dodamy gitarę...
Ja już swojego mam. Ale może ty nie masz. Z pomocą przychodzi wpis Maćka. Podczas lektury, zalecam odłożyć picie oraz jedzenie, chyba, że nie macie nic przeciwko oblaniem czy opluciem komputera ze śmiechu.
Myślę, że o szkodliwości SLS słyszały nawet kobiety. Są w mydłach, szamponach i innych kosmetykach. Przyznam szczerze, że nigdy wcześniej nie widziałam artykułu, który by wszystkie istotne informacje na ten temat przedstawiał w sposób łatwy, fajny i przystępny. No to macie.
LikeAlyzer, to narzędzie, które pomoże prześwietlić co z twoim fanpagem na fejsie jest nie tak. Stawia celne diagnozy i daje wskazówki co poprawić.
Jedna z moich blogowych ulubienic - Hakierka, opowiada o tym co można zoptymalizować w swoim CV, gdy znowu w życiu ci nie wyszło.
Digital painting. Futurystyczne, cyberpunkowe, retro-wave'owe. Miasto nocą, ładni ludzie, fajny klimat.
Mała próbka:



autor: Tony Skeor
Mam nadzieje, że skutecznie oderwałam od pracy / domowych obowiązków. Pozdrawiam!
24 marca 2017
Jak to jest być biednym, niedożywionym dzieckiem
Opowiem Wam historię, która prześladuje mnie od siedemnastu lat.
Za każdym razem, gdy próbuję swoich sił po drugiej stronie książki - pokornieje.
Niby wiem, że słowa są moim sprzymierzeńcem i jak pasterz jest w stanie zagonić owieczki do zagrody, tak ja jestem w stanie nadać im odpowiednią kolejność. Jednak proces układania tych puzzli, to nie lada wyzwanie.
Choć lubię wszelkiego rodzaju konkursy, w których główną rolę odgrywa napisanie czegoś i inne cżelendże, gdzie na przykład, trzeba stworzyć historie z użyciem trzech losowych słów (takich jak majonez, transplantacja i rośliny nagonasienne) - to muszę zaznaczyć bardzo ważną rzecz. Utrzymanie się w stanie permanentnej kreatywności na najwyższych obrotach, przy równoczesnym zachowaniu jakości, jest nie tylko arcytrudne, co wymaga jeszcze doświadczenia i codziennego pochłaniania tekstów, najlepiej powieści. Do tego dochodzi fakt, że w danej chwili można mieć flow, albo można go nie mieć.
Bo z pisaniem jest albo tak:
Albo tak:
Kiedyś o tym nie wiedziałam.
Mając 14 lat, po lekturze kilku Harrych Potterów i pokrewnych, z gracją Grabaża z Pidżamy Porno, produkowałam grafomańsie wywody, głębokie jak pomidorowa z ryżem. Płodnie i hurtowo. Byłam z siebie cholernie dumna.
W zasadzie, to nawet gorzej. Ja chciałam tworzyć teksty z gracją Grabaża.
Moje małe-duże ego rosło z każą kolejną szóstką z polskiego, a konkretnie odjebało mi, gdy zostałam redaktor naczelną szkolnej gazetki. W myśl zasady (której jeszcze nie znałam) kto nie ryzykuje ten nie pije szampana, przyszła pora na olimpiady i inne konkursy.
Któregoś dnia wzięłam udział w konkursie literackim dla uczniów gimnazjum, organizowanym przez krakowski Dworek Białoprądnicki (powiedzmy, że to taki dom kultury) i wydawnictwo Fabryka Słów. Należało napisać opowiadanie na temat związany z duchami. Nagrodą była publikacja wybranych prac w antologii (takiej prawdziwej, z ISBNem) i dużo książek. Na szczęście książek pisanych przez innych, dorosłych ludzi. Wtedy czułam się, jakby nagrodą była księżniczka i połowa królestwa.
Moje opowiadanie traktowało o emo-dziewczynce, która wie wszystko o nihilizmie (jak każda czternastolatka), nie ma zbyt lekko na chacie i na domiar złego, w przypływie niedoli, ginie w wypadku samochodowym, by następnie zrobić sobie spacer po cmentarzu jako duch. Nie pytajcie. Oprócz Pidżamy, słuchałam wtedy Evanescence i Nightiwisha. Jaki pan, taki kram.
Jury, w postaci ludzi związanych z wydawnictwami i z teatrem oraz pisarzy i nauczycieli orzekło, że zasługuję na nagrodę. Z gali konkursowej wyszłam z zapewnieniem o publikacji i z kilkunastoma książkami. Pamiętam, że wśród tych książek, były dwie powieści Andrzeja Pilipiuka, zbiór opowiadań Janusza Zajdla i na przykład wszystkie zebrane wiersze Haliny Poświatowskiej. Jarałam się jak pedofil w miasteczku Bullerbyn. Jak świadkowie Jehowy przed drzwiami
Konkurs stał się w szkole modny, na tyle, na ile modny może w szkole stać się konkurs literacki. Najprawdopodobniej moja polonistka podała pracę dalej czy zostawiła ją w pokoju nauczycielskim. I tu zaczyna się sprawa nieco komplikować.
W tym opowiadaniu pojawiają się dusze piekielne, czyśccowe i niebiańskie, ale to akurat nikogo nie zdziwiło (a być może powinno). Uwagę grona pedagogicznego i szkolnego psychologa przykuło następujące zdanie:
W domu nigdy nie było obiadu.
- fikcyjna bohaterka mojego opowiadania, o fikcyjnym obiedzie
Chciałabym, żebyście zrozumieli sytuację. Miałam 14 lat. Byłam chuda jak wieszak. NIGDY w szkole nie jadłam śniadań (bo ich po prostu nie lubiłam i dopiero w domu, koło 13-14 jadałam posiłek). W oczach pedagogów, musiałam być zawsze niedożywionym dzieckiem. Więc gdy zobaczyli takie zdanie, rozpętało się coś bardzo interesującego.
Zaczęło się od niewinnych, dyskretnych próśb nauczycieli: Zdzisek, podziel się z Anią kanapką. Oczywiście ja zawsze odmawiałam. Później próbowano mi dawać drobne, abym sobie coś kupiła w szkolnym sklepiku. Których naturalnie też nie przyjmowałam. Rzecz miała miejsce w okresie późnojesienno-przedświątecznym, działa się w tym czasie jakaś impreza w szkole. Jedna z nauczycielek spakowała mi resztki jedzenie, bym wzięła je do domu...
W końcu podczas zebrania z rodzicami, moja wychowawczyni, do której oczywiście też doszły słuchy, że jestem głodzonym dzieckiem, porozmawiała z moją mamą. A moja mama, oczywiście zdając sobie sprawę, że wszystko jest ze mną ok, chyba nie była wystarczająco przekonywująca, bo usilne próby dokarmiania mnie jeszcze długo potem nie ustawały. Jednak po tej rozmowie, dowiedziałam się, że problem istnieje i wszystko stało się jasne, więc już sama mogłam odpierać ataki, w bardziej świadomy sposób.
* * *
Rok później, byłam na tyle atencyjną kurwą, że znowu wzięłam udział w tym konkursie. I znowu doczekałam się w publikacji. Tym razem, tematem byli kosmici. A ponieważ były już historie o kosmitach na ziemi, ziemianach u kosmitów, a nawet kosmitach u kosmitów, postanowiłam opowiedzieć o kosmicie lekkoduchu, który zapierdala statkiem kosmicznym po galaktyce, aż pewnego razu rozwala mu się statek akurat na Ziemi, akurat na Bliskim Wschodzie, podczas działań wojennych.
Gorączkowo zastanawiałam się, czy niebieski kolor skóry mojego bohatera (to było jeszcze przed Avatarem!), nie przysporzy mi nowych, niespodziewanych pedagogicznych problemów. Względnie romans bohatera z ARABSKĄ KOBIETĄ (chociaż to było jeszcze przez kryzysem imigranckim). Z perspektywy czasu uważam, że na szczególną uwagę zasługiwało zdanie...
*mała (ludzka) dziewczynka podchodzi do naszego kosmity w bazie dla (ludzkich) uchodźców i pyta:*
- Czy ty jesteś aniołem?
...które mogłoby zaniepokoić angelologów, a już na pewno księdza katechetę, całą parafię, a być może nawet samą kurię. Na szczęście obyło się bez interwencji specjalistów ds. rzeczy mistycznych, czy jakichkolwiek innych specjalistów.
* * *
DO DZISIAJ, na rodzinnym obiedzie (który jednak zazwyczaj jest), ktoś sobie, od czasu do czasu, zacytuje moje dzieło z przeszłości. Szczególnie jedno zdanie z tego dzieła, jak można się domyślać. I chociaż śmieszy to już tylko moją mamę, cała sytuacja niestrudzenie przypomina mi o tym, jak bardzo trzeba uważać na to, co się napisze.
Mimo wszystko, pozwólcie młodzieży pisać. Nawet jeśli tworzą ckliwe, clickbaitowe historyjki.
No i dawajcie im zawsze obiady, do cholery.
No i dawajcie im zawsze obiady, do cholery.
Na tej stronie komentarze są obsługiwane przez wtyczkę Disqus, niewidoczną w wersji mobilnej strony. Jeśli chcesz dodać komentarz anonimowo, po wpisaniu jego treści, wystarczy wpisać swoje imię/nick, zaznaczyć pole "wolę pisać jako gość" i dodać dowolny adres e-mail (może być nieistniejący). Komentarze od niezalogowanych użytkowników, a także zawierające linki - są moderowane.
21 marca 2017
Muzyka zaostrza obyczaje #2: pierwszy dzień wiosny, bardzo dużo kawałków
![]() |
| Runier by Reikon Games |
Najlepsze polecenia muzyczne w sieci od czasów przedreżimowej Trójki - Paulo Coelho
Stały opis serii:
Muzyka zaostrza obyczaje, to seria, w której prezentuje utwory, które zrobiły na mnie wrażenie. Jako, że mam bardzo szerokie gusta muzyczne, postanowiłam ten fakt wykorzystać i dzielić się tym, co najlepsze. Albo najgorsze, tak też się może zdarzyć. Tworząc (też trochę dla samej siebie) muzyczną bibliotekę, chce zaaranżować tu miejsce, do którego wraca się z kubkiem kakao lub z żołądkową gorzką.
Seria ukazuje się poza piątkowymi wpisami, stanowiąc odskocznię, ale też pewnego rodzaju uzupełnienie do prezentowanych przeze mnie treści.
Oprócz krótkich refleksji na temat kawałków, znajdziecie też pięciostopniową skalę ocen, pod tytułem siła rażenia.
W ten sposób oceniam, uwaga trudne słowo, imponderabilia. Aspekty utworów, które trudno mi jednoznacznie nazwać, mające wpływ na ostateczny odbiór materiału. Na jego moc, energię, coś co, wiecie... Zaostrza obyczaje.
Showtime!
Whe you think of me, you should think of fire
ZAMILSKA - Rise
gatunek: experimental, industrial
jakie to jest: rytmiczne, schizowe, noisowe, elektroniczne, polskie, nowatorskie
Nazwisko - Zamilska, imię - Natalia. Laska zaczęła robić muzykę, a parę miesięcy później ktoś ją puścił na pokazie Diora. Czy pasuje do fleszy i wybiegów? Jeden rabin powie tak, drugi rabin powie nie. Wibrujący bas, dziwne, rytmiczne, hipnotyzujące dźwięki. Słuchajcie na słuchawkach!
Zamilska została zaproszona do stworzenia muzyki do polskiej cyberpunkowej gry komputerowej Ruiner. A, pokażę Wam trailer. Czyż to wszystko nie pasuje do siebie wyśmienicie, jak kiwi i banan do wiosennego smoothie?
siła rażenia:
Śpiewaj, królewiczu
Keleo - Way Down We Go
gatunek: rock, blues-rock
jakie to jest: hipnotyzujący męski głos
Keleo - Way Down We Go
gatunek: rock, blues-rock
jakie to jest: hipnotyzujący męski głos
Po pierwszym odcinku dostałam fajny feedback od Was, owocem czego jest muzyka, którą sobie kradnę do słuchania. Kaleo, to polecenie od, skądinąd, już polecanej na tym blogu :D Leny Wadery (klik)
Ja już może zamknę buzię. Posłuchajcie lepiej tego pana powyżej.
siła rażenia:
Doświadczeń bagaż mam podręczny
Dwa Sławy - A może by tak?
gatunek: hip-hop
jakie to jest: nostalgiczne, fajny tekst
Od czasu starego Buki (klik) czy Wizji Lokalnej (klik), brakowało mi progresywnego (? :D), polskiego, dojrzałego hip-hopu z fajnymi tekstami i bardziej wymyślnym bitem, który katowałabym, jak wcześniej wspomnianych nadmorskich chłopaków. Tym razem muzykę ukradłam od Kac Killera (klik) :D
Tekst o podróżowaniu, o ucieczce, o rzuceniu wszystkiego i pojechaniu w Bieszczady. Nie chcę tu mieszkać, nie chcę tu mieszkać - powtarzam, ilekroć siedzę w Krakowie, w gorszy smogowy dzień. Sorry, Kraków!
siła rażenia:
Do jedzenia burgerów
Bob Moses - Tearing Me Up
gatunek: deep house, electronic
jakie to jest: energetyczne, budzi do życia, modne w hipsterskich knajpach
Bob Moses - Tearing Me Up
gatunek: deep house, electronic
jakie to jest: energetyczne, budzi do życia, modne w hipsterskich knajpach
Pierwszy raz usłyszałam ten kawałek w sopockiej burgerowni na Monciaku. Tak bardzo się wczułam (i jestem pewna, że to nie chodziło o wyjątkowość wołowiny), że podeszłam do pani sprzedającej i zapytałam kto zaś. No i jest.
I choć tekst tej piosenki jest w zasadzie smutny, to melodia jest tak wesoła, że aż mam ochotę pozmywać naczynia. Cholera, jeszcze patelnia!
siła rażenia:
Hej, gdzieś już to słyszałeś!
Holly Henry - Seven Nation Army (TEEMID Cover)
gatunek: electronic, dance
jakie to jest: cover, do porannego zbierania
Nazwijcie to profanacją, I don't care. Bo chociaż pierwowzór The White Stripes szanuje i lubię (klik), tak nic nie poradzę na to, że ten kawałek strasznie mi się wkręcił.
siła rażenia:
Björk czy to Ty?!
Sonar Soul - The Dive feat. Justyna Święs (The Dumplings)
gatunek: electronic
jakie to jest: dreszczogenne, pianinko, elektroniczne, polskie
Sonar Soul - The Dive feat. Justyna Święs (The Dumplings)
gatunek: electronic
jakie to jest: dreszczogenne, pianinko, elektroniczne, polskie
Podobieństwo do islandzkiej piosenkarki na pewno jest, chociaż wyżej zaprezentowany kawałek wydaje się dużo bardziej dynamiczny, niż statystyczny utwór Bjork. Ja mam gęsią skórkę, a Ty?
The Dive, czyli nurkowanie. Janusz, zanurz się w tej muzyce.
siła rażenia:
Nikt nie rozumie tekstu
True Widow - S:H:S
gatunek: shogaze, slow rock, stoner rock
jakie to jest: ponure w optymistyczny sposób
True Widow - S:H:S
gatunek: shogaze, slow rock, stoner rock
jakie to jest: ponure w optymistyczny sposób
Nawet oficjalne tłumaczenie tekstu, zawiera dwie wersje :D Powracam do moich korzeni, bo w zasadzie wychowałam się na cięższej muzyce, chociaż czy shoegaze jest w istocie cięższą muzyką? Na to pytanie nie da się jednoznacznie odpowiedzieć. Trudno tu cokolwiek sztywno sklasyfikować. Spróbuj. Smacznego.
siła rażenia:
Miasto grzechu
Fluke - Absurd
gatunek: big beat, electronica
jakie to jest: trochę vintage
Wyśmienite gdy właśnie walczysz z bossem w grze lub gdy właśnie skończyła ci się kawa, a ty dalej nie masz siły ruszyć tyłka.
siła rażenia:
Łapy przy sobie!
Erik Satie - Gnossienne No. 3
gatunek: muzyka klasyczna
jakie to jest: pianino, Chopen
Niespodzianka! Erik Satie to jeden z moich ulubionych kompozytorów, trochę zaniedbany przeze mnie w ostatnich dwóch, trzech latach. Ostatnio sobie o nim przypomniałam i gdy mam ochotę na muzykę klasyczną, to bardzo często własnie on ląduje na playliście. Potrafił w utworach utrzymać dziwny niepokojący nastrój, a ja się ciągle zadziwiam - jak on to zrobił? I odtwarzam, odtwarzam, odtwarzam...
siła rażenia:
Nie ma nic jak wolność
O.S.T.R. - Lubię być sam
gatunek: hip-hop
jakie to jest: klasyka gatunku, dobre, polskie
Adam Ostrowski, to niekwestionowana czołówka polskiego hip-hopu od dawna. W dodatku hip-hopu nieoczywistego, podszytego elektroniką. Co jakiś czas inny kawałek o sobie przypomina i wtedy zabieram go wszędzie ze sobą.
siła rażenia:
Wiosenny remont w domu
Clark - Winter Linn
gatunek: idm, experimental
jakie to jest: rytmiczne, elektroniczne
Czas pożegnać się z zimą, jasna sprawa. Ale jest jedna zima, którą warto zatrzymać na dłużej. Zapodaj Winter Linn do wbijania gwoździ podczas wiosennego remontu czy porządków w szafie. Gwarantuje - dzięki temu, pójdzie ci trochę szybciej. Bonus: efektowne animacje w teledysku.
siła rażenia:
By nasze drogi spleść gwiazdom na przekór
Sylwia Banasik - Wilcza zamieć
gatunek: poezja śpiewana
jakie to jest: cover, z Wiedźmina, piękny kobiecy głos, wzruszające
Moje zachwyty nad grą Wiedźmin 3: Dziki Gon nigdy nie ustaną. Tym razem na warsztat niech pójdzie piosenka, śpiewaną w jednym z novigardzkich lokali przez Priscillę. Dla zainteresowanych podlinkowuje oryginał - tutaj (klik). Wersja śpiewana przez Sylwię Banasik jest nieco inaczej zaaranżowana, równie godna uwagi. Jeśli lubicie Wiedźmina, nieważne czy książkowego, czy growego, docenicie, jak pięknie można odpowiedzieć historię Geralta i Yennefer. Rzec by - śpiewająco.
Jeśli w dupie macie historię o jakichś typach biegających z mieczem, docenicie głos.
* * *
Dobra, to co tam ciekawego ostatnio słuchaliście i dlaczego tylko Darude - Sandstorm?
Pierwsza część cyklu: dostępna TUTAJ.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)



















